Miło mi Cię powitać w moim małym świecie :)


Miło mi Cię powitać w moim małym świecie :) W mojej Krainie Szczęśliwości...


wtorek, 4 lipca 2017

Mój subiektywny przewodnik kulinarny po Albanii (Ksamil)


Chciałabym, aby seria moich albańskich postów była nie tylko przewodnikiem dla tych,
którzy w bliższej lub dalszej przyszłości wybierają się do tego kraju,
ale również wskazówką dla tych, którzy wciąż się wahają czy warto tam spędzić urlop.

 Troszkę czasu mi zajęło zanim obmyśliłam plan
 jak najpełniej pokazać Wam Albanię w kolejnych odcinkach.

I tak.... dzisiaj ostrzegam przed wchodzeniem na bloga na głodniaka
- rzecz bowiem będzie o jedzonku i napojach z tego regionu.

Kolejny post planuję zrobić o samym Ksamilu i jego zakamarkach,
może też napiszę troszkę o samym biurze podróży,
z którego skorzystaliśmy w tym roku,
a jeszcze następny o tegorocznych wycieczkach po okolicy
- czyli co warto zobaczyć, a co niekoniecznie :)

No to zaczynamy !
 Po pierwsze i najważniejsze - muszę zaznaczyć wyraźnie, że w Albanii
nie stosuje się oprysków wszelakich,
a co za tym idzie wszystkie warzywa i owoce
oprócz tego, że przepyszne i niedrogie są BIO !
Sklepy z nimi znajdziecie zarówno w większych jak i mniejszych miasteczkach.
Tu na zdjęciach akurat sklep z Sarandy, ale u nas tez niczego nie brakowało :)

Fantastyczne pomidory, oliwki, sałaty, sery, oliwy i konfitury.
Słodkie i dorodne czereśnie, arbuzy, figi, gruszki, nektaryny i cytrusy.
A wszystko to zdecydowanie tańsze niż w naszych sklepach.
Połówka dorodnego arbuza to koszt ok 80-90 lek, a kilogram czereśni kosztuje poniżej 200 lek.

Aby ceny Wam coś mówiły podpowiem, że 100 albańskich leków,
to aktualnie równowartość ok 3,20 zł
(Euro wymienimy na Leki bezproblemowo nawet w hotelach i sklepach,
w restauracjach można również płacić w Euro - reszta zostanie wydana w Lekach).
 Takie pyszne, świeże owoce fajnie zabrać ze sobą na plażę,
jeśli jednak o tym zapomnimy, to nic straconego !
  Każdego dnia po plaży krążą panie, panowie oraz dzieci ze świeżymi owocami
oraz słodkościami z głębokiego tłuszczu (takie racuchy-pączuchy
w kształcie oponki lub kulek - te drugie można kupić polane sosem czekoladowym).
Koszt bez względu na rodzaj - 100 lek.

 Pozwoliłam sobie zrobić dla Was mapkę wartych odwiedzenia miejsc :)
Zapytacie po co ?
Ano po to, żeby znajomi,
którzy już niebawem będą mogli cieszyć się swoim pierwszym pobytem w Ksamilu,
wiedzieli gdzie warto zajrzeć, przysiąść i zjeść lub wypić coś dobrego :)
Zaznaczyłam na mapie kilka punktów.
Jest tam. m.in. nasz hotel, w którym również mieliśmy restaurację.
Jedliśmy w niej dwukrotnie (pierwszy raz był to krem brokułowy z krewetką
oraz idealnie miękkie polędwiczki wieprzowe, za drugim razem makarony -
carbonara i bolognese).
Jedzenie smaczne, świeże, z przemiłą obsługą, słowem - godne polecenia.

Idąc w stronę morza na rogu mijamy (zaznaczony na zielono) fast food, których wszędzie pełno.
Przyznam szczerze raz skusiliśmy się na taką kolację
- pita gyro z frytkami za... no właśnie 130 czy 180 lek.
Jakoś tak :)
Powiem otwarcie - w smaku nic specjalnego, ale i nie miałam takich oczekiwań.
Kebab jak kebab, kolejnego dnia oboje przekonaliśmy się jednak o tym,
że nasze żołądki nie były gotowe na takie jedzenie.
Taniutko - to fakt, ale ja - odkąd pamiętam - z kebabami mam nie po drodze,
tym bardziej w miejscu, gdzie mamy dookoła tyle innych, wspaniałych rzeczy :)
 I w tym miejscu przychodzi czas na opisanie - moim zdaniem -
najlepszej restauracji w Ksamilu.
Zawsze miła obsługa, przepyszne jedzenie, zawsze można też liczyć na czekadełko (zdjęcie poniżej)
- pasta twarogowa ze świeżym pieczywem, a przede wszystkim obłędny widok !
Tak w kilku słowach można opisać Restaurację Guvat.
 Zajadałam się tam wielokrotnie owocami morza, ale i osoby,
które za nic w świecie nie chcą ich spróbować znajdą tutaj coś dla siebie.
Region ten słynie ze wspaniałych małży - smakują wyjątkowo !
Risotto było kremowe, maślane, a ten sos !
Soczysty, drobiowy shish kebab z młodymi ziemniaczkami i szpinakiem też
znajdzie swoich fanów - jestem przekonana.

 Ponadto linguni z owocami morza lub samymi krewetkami, ośmiorniczki,
kalmary, musaka, kotleciki wieprzowe w sosie, smażony (podobny jak w Czechach) 
lub grillowany (bardziej w typie feta) ser  - wszystko wspaniałe !






 Wypijecie tutaj też takie piękne drinki na bazie świeżo wyciskanego soku
oraz bardzo dobrą, aromatyczną kawę.
Pożegnalną kolację osłodził nam deser - banana split -
oczywiście, że polecam !
Zdjęcia brak, ale ktoś wrzucił na tripadvisora i wygląda tak >> klik
Porcja zdecydowanie dla dwojga !

  Menu z cenami - może coś dojrzycie (u mnie to lepiej na telefonie widać) :)
Powiem tylko - micha muli w winie 600 lek (niespełna 20 zł) - bajka !
Dobra rybka też jest zaznaczona na mojej mapie.
Idąc z Guvat'a  w stronę hotelu miniemy biało-niebieskie Mojito, a kawałek za nim niepozorna,
rodzinna knajpka z uroczym widoczkiem.
Dorada z frytkami i sałatka - bardzo dobre jedzonko :)


 Z kolei przed Mojito znajduje się Restauracja Korali.
Raz zjedliśmy tam obiad.
Szczerze mówiąc nie do końca rozumiem zachwyty nad tą miejscówką
(dla zainteresowanych więcej do poczytania >>> tutaj).
Musaka ok, ale w Guvat lepsza, bo więcej mięska, natomiast makaron z krabami -
taki sobie. Najciekawszy z tego był niestety... talerz.
 A teraz opcja "na studenta", bo... można jeszcze taniej.
Jedną ze znanych, albańskich przekąsek - choć nam starczyło to za obiad -
jest tzw. Byrek (Burek, Byrektore).
Kilka warstw ciasta, które w moim odczuciu jest połączeniem cista filo i francuskiego (tak smakuje)
z różnymi farszami - danie raczej z tych tłustych i sycących.
Serwowane są w wielu miejscach, na gorąco.
Koszt - uwaga!!! - 25-50 lek.
Mogą mieć farsze mięsne, ale i wegetarianie znajdą tutaj coś dla siebie (szpinak, ser, cebulka etc.).
 Pizza też należy do tańszych opcji - znaleźliśmy bardzo fajną pizzerię.
W zasadzie na każdym kroku widać tam piece do pizzy.
Jednak pozostaliśmy (od ubiegłego roku) wierni tej jednej pizzerii.
Nazywa się Rei-Rai, a do wyboru ma kilkanaście, różnych kompozycji.
Cienkie ciasto, smaczne dodatki, super serek i... litr domowego wina za 20 zł (!)
Czego chcieć więcej ?


 Co do picia ?
Wino tzw. domowe (home wine)- dostępne w każdej knajpce, w każdej smakuje inaczej.
W tym roku nie trafiłam na złe (szczęściara!) - białe lub czerwone,
zawsze wytrawne.
Możliwość zamówienie półlitrowej lub litrowej karafki.
Ceny od 400-1000 lek

Smakosze piwa również znajdą coś dla siebie. Jest Tirana, Korca, Stella, ale i Heineken.
Na plaży sprawdzało się miksowane z ichniejszą fantą :)
Drinki zwykle kosztują ok 500-600 lek
- do wyboru, do koloru, jakie się lubi (tequilla sunrise, mohito, margerita etc.).
I w tym miejscu zachęcam do spróbowania ich w beach barze (bez nazwy)
przed restauracją Redi (zaznaczona na mapie).
Mam dla Was nawet tajemny przepis na jeden z takich pysznych drinków, 
który dodam na sam koniec ! :)
Co jeszcze istotne w temacie Albanii, to woda.
Ta z kranu nie nadaje się dla nas do picia, mycia zębów, a nawet gotowania na kawę czy herbatę.
Już na samym początku pobytu warto zaopatrzyć się w dużą butlę niegazowanej "mineralki".
Dzięki temu pobyt minie przyjemnie, bez rewolucji żołądkowych.

Spostrzegawcze osoby zauważą na mojej mapie jeszcze jeden zielony okrąg.
To (również malowniczo położona) restauracja Legisi.
Poszliśmy tam ze zwykłej ciekawości - zamówiliśmy deskę serów, sałatkę i wino.
Jednak bez szału, niby dobre, ale jakoś tak.... ubogo.
Sałatka bez żadnego vinegret'u, serki - z tego co pamiętam - 4 rodzaje,
ale niewiele ich na talerzu, co powoduje, że to zdecydowanie taka nieduża przekąska.
Ostatecznie moja opinia jest neutralna.

Na koniec obiecany przepis na pycha drina,
zapraszam do baru :)

***
 Gdyby to było możliwe wróciłabym chętnie, choćby zaraz :)

4 komentarze:

  1. fajnie ,że na napisałaś , ja w Alabni uwielbiam owoce morza i jem do oporu tanio smacznie i świeżo , w tym roku crka była poraz kolejny i nadal zadowolona , najlepsze soki i drinki bezalkoholowe ze świezych owoców , a co do wody tu sie z Tobą nie zgodzę normalnie myliśmy zeby wodą z kranu i a znajomi gotowali wodę z karnu na kawę i herbatę piliśmy nie raz i nic nikomu nie było , poza tym w restauracjach tez robię kawę hesrbatę i lód z wody z kranu wiec bez obaw ;) czekam na dalszy ciąg relacji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też ile wlezie korzystam z tych pyszności - u nas takich nie ma :)
      Co do wody - nas każdorazowo przed nią ostrzegano (rezydenci mieszkają tam przez cały sezon letni, więc zakładam, że wiedzą lepiej niż my), bo w Albanii podobno uzdatniają ją wpuszczając jakąś chemię, gdy zachodzi taka potrzeba. Przez kilka tygodni może nic takiego nie mieć miejsca, a któregoś dnia - trach ! Wolę nie ryzykować. Wakacje są po to, żeby odpocząć i dobrze się bawić, a nie chorować czy leżeć - w ekstremalnym przypadku - pod kroplówką.

      Usuń
    2. I tak jak dorosły się dodatkowo codziennie "odkaża" procentami, tak z dzieckiem może być różnie.

      Usuń

Miło mi, że do mnie zaglądasz. To dla mnie niezwykle ważne, że zostawiasz po sobie ślad.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...