Kilka lat temu, meblując nasze małe M wybrałam do kuchni funkcjonalny,
nieduży, aczkolwiek wyjątkowo prosto rozkładany drewniany stolik.
Ten prosty mebel z - bodajże - sosnowego drewna nigdy mnie nie zawiódł,
nigdy też do końca nie spełniał moich estetycznych oczekiwań.
Marzył mi się - i owszem - rozkładany, nieduży stolik, ale zupełnie, zupełnie inny.
Nigdy go nie znalazłam i doszłam do wniosku, że najpewniej już nie znajdę.
To skłoniło mnie do myślenia jak zmienić swój stół.
Od myślenia dość szybko przeszłam do czynów.
Nogi toczone zamówiłam jeszcze zimą
- okazyjnie zakupione na olx przyszły bardzo szybciutko.
Wiedziałam jednak, że z całymi działaniami będę musiała poczekać do wiosny.
Na etapie myślenia doszłam bowiem do wniosku,
że choć blat zostanie w niezmienionej formie, to jednak zmienimy jego kolor
i uwydatnimy słoje :)
Trociny w nosie, długie chwile ze szlifierką, a potem już tylko malowanie.
I stół zmieniał się nie do poznania....
Nogi pomalowane farbą kredową i zawoskowane.
Blat polakierowany Syntilorem w odcieniu Wenge.
Nogi pomalowane farbą kredową i zawoskowane.
Blat polakierowany Syntilorem w odcieniu Wenge.
Efekty naszej pracy możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach.
Powiem tylko, że mnie ta zmiana bardzo cieszy.
Stoliczek jak nowy !
I teraz jest już zdecydowanie bardziej mój.
Bliższy wyobrażeniom o stoliku idealnym.
Ciekawa jestem Waszej opinii :)
Podoba się bardziej przed czy po metamorfozie ??





































